Skip to content

Obserwuj nas

Otwórz w nowym oknie Wesprzyj
Return to mob menu
Julia Kozakiewicz

17 listopada 2021

Klimat
Paliwa Kopalne

Po COP26: polski rząd wciąż nie rozumie powagi kryzysu klimatycznego

Od kilku dni w mediach pojawiają się podsumowania zakończonego w ubiegły weekend szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow, którego wyniki budzą szereg reakcji: od ostrożnego optymizmu, że udało się więcej niż oczekiwano do ogromnego rozczarowania z powodu rozmycia treści ostatecznego porozumienia. Przy okazji tego szczytu po raz kolejny uderza to, że polski rząd zachowuje się, jakby kryzys klimatyczny był problemem z odległej galaktyki, choć czas na rozwiązania ucieka.

Choć wyniki negocjacji trudno nazwać sukcesem, o czym świadczą komentarze choćby prezydenta COP26, utrzymane we wręcz przepraszającym tonie, to warto zauważyć, że jako społeczność międzynarodowa nieco zbliżyliśmy się do ustaleń poczynionych w 2015 r. w Paryżu. O ile nieco ponad dwa tygodnie temu deklaracje państw prowadziły nas do podgrzania planety o 3,2℃, teraz możemy mówić o 2,4℃ ocieplenia. Oczywiście  to wciąż daleka droga do bezpiecznego 1,5℃, a i 2,4℃ stanie pod znakiem zapytania, jeśli deklaracje nie zostaną przekute w konkretne plany.

Najważniejsze w tych globalnych rozmowach były dwa – powiązane ze sobą – wątki: odejścia od paliw kopalnych, których spalanie emituje gigantyczne ilości gazów cieplarnianych, a także wsparcia biedniejszych państw, które najbardziej odczują skutki zmiany klimatu, choć najmniej się do niej przyczyniły. Niestety, oba skończyły się miękkimi kompromisami. W podpisanym dokumencie mowa jest zaledwie o “zmniejszaniu” (a nie “zakończeniu”) zużycia węgla, zaś zamiast postanowić o utworzeniu funduszu na rzecz poszkodowanych krajów postanowiono jedynie zainicjować „dialog” na ten temat.

Co z takich globalnych procesów negocjacyjnych wynika dla Polski? Czy możemy spodziewać się przełomu w polskiej polityce klimatycznej? Takiego optymizmu nie przejawia raczej nikt, kto śledzi ten temat. Polskie władze nie od dziś zachowują się, jakby kryzys klimatyczny nie istniał, albo – w najlepszym razie – jakby akurat Polski nie dotyczył. Nie inaczej jest i teraz.

Już w czasie szczytu w Glasgow polski rząd ustami nowej ministry klimatu, Anny Moskwy dał wyraz braku zrozumienia tego, na czym polega sprawiedliwość klimatyczna i co jesteśmy winni ubogim krajom za nasze historyczne emisje, które doprowadziły do zmiany klimatu, ponownie stwierdzając, że Polska odejdzie od węgla dopiero w 2049 r., czyli niemal dwie dekady później niż powinna.

Już po COP26 prezes partii rządzącej, Jarosław Kaczyński, wygłosił w wywiadzie radiowym zdecydowanie obalone przez naukowców stwierdzenie, że nie ma pewności czy to właśnie działalność człowieka i emisje CO2 podgrzewają nam klimat.  Taka wypowiedź zaledwie kilka dni po zakończeniu negocjacji klimatycznych razi szczególnie.

Wypadałoby, aby najważniejszy polityk w kraju wiedział, że nie tylko naukowcy mówią o wywołanym przez działalność człowieka kryzysie, ale na dodatek w wielu krajach sądy już uznają, że zapobieganie mu jest odpowiedzialnością państwa i orzekają na korzyść obywateli składających tzw. pozwy klimatyczne. Tak stało się choćby w Holandii, Niemczech czy Irlandii.

W Polsce niewystarczające działania rządzących na rzecz ochrony klimatu też już są przedmiotem sporu sądowego. W czerwcu br. pozwy przeciwko władzom złożyło pięcioro Polek i Polaków, wspieranych od strony prawnej przez Fundację ClientEarth Prawnicy dla Ziemi i Kancelarię GESSEL. Pozywający domagają się, by Polska zredukowała emisje gazów cieplarnianych do 2030 roku o co najmniej 60 proc. (w stosunku do poziomu z 1990 roku) oraz zobowiązała się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2043 roku. Skąd takie liczby? Z analiz naukowców pokazujących, że tego właśnie potrzeba, aby zapewnić mieszkańcom Polski bezpieczeństwo klimatyczne i taki właśnie byłby sprawiedliwy wkład naszego kraju w globalne wysiłki na rzecz redukcji gazów cieplarnianych.

Wynikiem negocjacji klimatycznych zawsze są obietnice, dlatego póki co możemy mówić tylko o deklaratywnym ograniczeniu ocieplenia klimatu. Aby coś faktycznie się zmieniło, państwa muszą podjąć działania. W przypadku Polski i innych zamożnych krajów globalnej północy muszą być to bardzo zdecydowane działania.

Tymczasem polski rząd twardo trwa przy węglu zamiast rozwijać energetykę odnawialną, marzy o elektrowniach na gaz, które są bardzo krótkowzrocznym remedium, a od 5 lat blokuje budowę wiatraków na lądzie. Ostatnio zaś, dosłownie w przeddzień COP26, po raz kolejny rzucił kłody pod nogi małych producentów energii ze słońca, przepychając przez Sejm w niecałą dobę bulwersujący projekt zmiany ustawy, który spowolni rozwój tej gałęzi OZE.

Nie mamy skoordynowanych działań na rzecz ochrony klimatu, chociaż  potrzebna jest interwencja w wielu sektorach gospodarki jednocześnie. Brak w Polsce regulacji prawnej obejmującej całą gospodarkę i zapewniającej redukcję emisji gazów cieplarnianych w każdym z sektorów oraz adekwatną adaptację do zmiany klimatu. Tego typu regulacje, nazywane powszechnie ustawami klimatycznymi ma już wiele krajów, a pierwszą przyjęła Wielka Brytania w 2008 r. Polska bardzo potrzebuje parasola prawnego, który zapewni spójną i efektywną redukcję gazów cieplarnianych. Nie ma czasu do stracenia, taka ustawa powinna być przyjęta jak najszybciej.

Autorką komentarza jest Julia Kozakiewicz, analityczka prawna w ClientEarth Prawnicy dla Ziemi

ClientEarth używa plików cookie by poprawić funkcjonalność strony. Pozostając na tej stronie wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Aby wyrazić zgodę na użycie nieobowiązkowych plików cookie, kliknij przycisk Kontynuuj.